„Krzywdzi Pani dziecko karmiąc je piersią!” – te słowa usłyszałam od pani dermatolog-alergolog, gdy moja córka miała 3 miesiące. To był najtrudniejszy, ale też najważniejszy punkt w historii mojego karmienia naturalnego.

W ciąży nie zastanawiałam się nad tym. Naturalnie i instynktownie jest karmić piersią, więc zakładałam, że i u mnie tak będzie. Myślałam, że pokarmię najwyżej rok. Początki były dość  łatwe. Po szybkim, naturalnym porodzie, Córka pięknie chwyciła pierś. Miała prawidłowy odruch ssania, a ja dużo mleka. Trochę męczyłam się z bólem brodawek sutkowych i wracającymi zapaleniami piersi, ale „wyprowadziliśmy” to na prostą.

Sielanka się skończyła, gdy u Córy pojawiły się silne bóle brzucha i okropne wysypki. Diagnoza: AZS (atopowe zapalenie skóry) i nietolerancja białka mleka krowiego. Dla lekarki jedynym rozwiązaniem było odstawienie dziecka i przejście na specjalną mieszankę dla alergików. Przecież nie jest możliwe, żeby matka trzymała się diety bezmlecznej i bezglutenowej dla dobra dziecka! Na pewno coś będzie podjadać!

Zabrałam receptę na MM do domu i przepłakałam noc. Rano z mężem postanowiliśmy, że jednak można utrzymać taką dietę. Karmiłyśmy się dalej. Bez glutenu żyłam dwa miesiące, bez mleka i wszystkiego z jego choć odrobiną dwa lata. Z czasem Córka przestała silnie reagować na mleko innych ssaków, a karmienia ograniczyły się właściwie tylko do porannego i wieczornego.

Rzadsze karmienia spowodowały powrót płodności. Udało się zajść w kolejną ciążę. Spróbowałam odstawić Małą. Kosztowało mnie to jednak za dużo stresu. Tak naprawdę żadna z nas nie była przekonana, że to już pora na zakończenie mlecznej przygody.

Ciąża była ciężka. Jednak nie ze względu na moje samopoczucie, ale na reakcje otoczenia. „Jak to w ciąży karmić piersią!”. Nawet najbliższym musiałam ciągle udowadniać, że wyniki mam dobre i nikogo nie krzywdzę. I ta ciąża, donoszona, skończyła się kolejnym szybkim porodem… Synek pięknie chwycił pierś…

Dziś karmię dwójkę szkrabów. Czasem na raz, czasem po kolei.. Znowu jestem na restrykcyjnej diecie, ale to już nic trudnego. Kiedy zakończymy mleczną przygodę? Nie wiem…

Daria Dominika Stępień

Mama starszej Miśki (lipiec 2013) i młodszego Miśka (styczeń 2016), oboje wciąż karmieni naturalnie. Karmi jak nie śpi, śpi jak nie karmi - to jej największe hobby. Oprócz tego uwielbia książki i puzzle, dziś głównie dziecięce. Ma nadzieję, że za jakiś czas wróci do tych odpowiedniejszych dla jej grupy wiekowej.

Leave a Reply